czwartek, 27 grudnia 2012

rozwarstwienie aorty


Jak co roku na święta wybraliśmy się z mężem do miejscowości naszych mam. Z przerażeniem stwierdziliśmy, że tym razem na wigilię by wypadało iść do Mamusi. W tamtym roku byliśmy u mojej mamy. Tydzień kombinowaliśmy jak się z tego wykręcić bo Mamusia i Ciocia Warszawska to już zbyt wiele na nasze nerwy. Mieliśmy doświadczenia z zeszłego roku przecież. Tuż przed świętami jednak okazało się, że Mamusia wybiera się na święta do Warszawy i wróci po nowym roku. Oszaleliśmy z radości.

Na wieś dotarliśmy w sobotę koło południa razem z męża siostrą i siostrzenicą. Wypadało nam się jeszcze z Mamusią zobaczyć zanim wyruszy na wojaże. Do Warszawy miała ją zawieźć męża siostra, która tam miała zostawić auto i ruszyć razem z Młodą samolotem w dalszą drogę. Oczywiście od Mamusi od razu się dowiedziały, że auto na pewno ktoś ukradnie bo ona czytała w internecie…
W drodze do Mamusinej miejscowości Młoda opowiadała mi jak kiedyś pożaliła się Mamusi, że boli ją palec. Mamusia zdiagnozowała rozwarstwienie aorty.

Kiedy  pojawiliśmy się u Mamusi, od razu się zaczęło szaleństwo. Męża siostra praktycznie jeszcze w drzwiach dostała spódnicę, którą Mamusia dla niej przerobiła a mój maż się dowiedział, że jego nowe okulary są brzydkie. Ja i Młoda cicho usiadłyśmy w kącie modląc się żeby nas Mamusia nie zauważyła. Nie udało się. Moje nowe okulary też zostały skomentowane. Okazało się, że jej się podobają (tak, szok) i mój mąż powinien sobie sprawić takie same. Nic dziwnego bo wynalazłam moje oprawki w dziale męskim. Po chwili zaczęłam się zastanawiać, że skoro Mamusi się podobają to muszę w nich wyglądać jak Harry Potter albo jeszcze nie daj Boże coś gorszego. Podzieliłam się tymi obawami z mężem, który zaczął się oczywiście ze mnie śmiać. Szybko przestał jak Mamusia podarowała mu dwie pary nowiuśkich, funkiel nówka, nieśmiganych, damskich leginsów.  Kazała mu je nosić w chłodne dni. Tym razem ja się śmiałam. Mąż mamrocząc pod nosem, że prędzej piekło zamarznie jak on to założy, wpakował je do mojej torebki. Ja tam leginsami nie pogardzę.

Jak już Mamusia skończyła krytykować nasz wygląd i wręczać podarki, zaczęły się opowieści o tym co się ostatnio u niej działo. A działo się sporo. Pewnego dnia sąsiad pomagał jej obcinać gałęzie z drzew i jedna z grubszych uderzyła ją w stopę. Strasznie bolał ją później palec. „Rozwarstwienie aorty!!” wrzasnęła podczas opowieści  Młoda jakby się właśnie ocknęła ze śpiączki. Okazało się, że jednak złamanie. Zanim Mamusia się z tym wybrała do lekarza to się okazało, że faktycznie złamanie ale już nie nadające się w gips bo zrośnięte. Jak ona funkcjonowała ze złamanym palcem to ja nie wiem. 

Później ja chcąc być dobrą synową zapytałam czy podczas jej świątecznej nieobecności mamy przyjść do jej domu i sprawdzić czy wszystko ok. No i wywołałam wilka z lasu. Okazało się, że skoro już pytam to by się przydało zerkać do pieca gazowego codziennie i codziennie też rozpalać w kaflowej kuchni żeby piec gazowy za bardzo nie szalał. Mojemu mężowi ręce opadły do samej ziemi bo to była fucha dla niego. Był na mnie zły całe święta. Muszę mniej kłapać gębą następnym razem.

Jak byliśmy u Mamusi to jeszcze zaintrygowała mnie jej fryzura. Obcięła włosy na krótko, pozostawiając z jednej strony lok sięgający prawie do brody. Nie mogłam pojąć co autor fryzury miał na myśli i czy czasami nie powinien zmienić dilera. Albo to ja jestem ograniczona umysłowo i nie znam się na dzisiejszych trendach, albo Mamusia za wcześnie zlazła z fotela fryzjerskiego. Po namyśle stwierdziłam, że jest jeszcze trzecia opcja – Mamusia podpadła fryzjerowi i zrobił to z zemsty.

Czas spędzony u Mamusi szybko minął i musiała już ruszać w drogę. Życzyła sobie być w Warszawie przed 15 bo przecież tam wszystkie sklepy zamykają o 15, ludzie wtedy wracają z zakupami do domów i jest duży ruch na drogach. Nie skomentowaliśmy tego bo ona przecież czytała w internecie…
Mamusia szybko zaczęła się ubierać w koszulkę, drugą koszulkę, sweter, kożuch, wielgachny szal i kapelusz bo czas gonił. Przeszła 20 metrów do auta i tam się prawie z tego wszystkiego rozebrała. Żeby jeszcze był mróz a było sporo na plusie.

Pożegnaliśmy Mamusię i życzyliśmy jej wesołych świąt. Razem z mężem patrzyliśmy jak odjeżdża i jak Młoda żałośnie na nas patrzy. W końcu czekało ją kilka godzin z Mamusią w samochodzie. Obiecała powstrzymać myśli samobójcze i zdać relację jak było.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz