piątek, 2 marca 2012

Mamusia wieje ile sił w nogach

Dziś obudziłam się koło 9 i bardzo zdziwiona zauważyłam, że w domu panuje grobowa cisza. Mąż też już nie spał i jak tylko otworzyłam oczy poprosił o poprawienie poduszki. Czekał biedak aż się obudzę bo wczoraj dość ostro został pouczony na temat korzystania ze słowa „proszę” i „dziękuję”.
Kiedy nadeszła godzina 10 oboje zaczęliśmy się zastanawiać co się dzieje z Mamusią. Mąż kazał mi iść na przeszpiegi a ja głupia oczywiście poszłam. Jak Mamusia mnie zobaczyła to od razu wyszła z pokoju i pognała do synka. Przez chwilę myślałam nawet, że się koło niego położy bo była jeszcze w piżamie ale jakoś się powstrzymała. „Tylko nóg se nie połam” pomyślałam i poszłam się ogarnąć. Kiedy wyszłam z łazienki, Mamusia już opowiadała mężowi jakiemu zabiegowi została poddana jej siostra kilkanaście lat wcześniej i jak to się w szpitalach nic nie zmienia. Ja postanowiłam się do tematu nie wtrącać i iść na zakupy.
Przez jakieś pół godziny łaziłam od warzywniaka do warzywniaka by w końcu zatrzymać się w sklepie, gdzie zawsze kupuję mięso. Kolejka była spora ale ja miałam przecież czas. Stałam sobie grzecznie gdy nagle za plecami usłyszałam: khhhhhhyyyyyy, khhhhhhhyyyyyy, kkkkkkhhhhhyyyy! Obejrzałam się do tyłu i zobaczyłam dziadziusia, który na moje oko właśnie się szykował do przejścia na tamten świat. Już widziałam oczami wyobraźni jak mu muszę robić usta-usta. Powtarzając sobie „nie brzydzę się, nie brzydzę się, nie brzydzę się”, czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. Nagle usłyszałam przeciągłe: kkkkkhhhhhhhhhhhhhhyyyyyy i myślę sobie „koniec! Trzeba działać bo zejdzie”. Odwróciłam się do niego a dziadek na cały głos: kkkkhhhyyy la la la la laaaaa…. Okazało się, że tonacji skurczybyk szukał. Kiedyś się uczyłam śpiewać ale tak to nie wyglądało.
Kiedy stres związany z ratowaniem życia ludzkiego minął, kupiłam mięcho i skierowałam się do domu. W domu Mamusia już była wystrojona a mąż miał ciśnienie podniesione do granic możliwości. Ja zaczęłam rozkładać zakupy a Mamusia włączyła swojego laptopa i zaszyła się w drugim pokoju. Siedziała tak chyba ze dwie godziny. Śniadania nie jadła bo jej nie podałam i herbaty też nie wypiła bo jej nie powiedziałam, że to dla niej. Chciała się u nas chyba czuć jak gość ale u mnie w domu od zawsze panuje samoobsługa. Każdy o tym wie ale tylko Mamusia nie jest w stanie tego zaakceptować.
Kiedy Mamusia skończyła już zgrywać wyśmienitą internautkę, przyszła do męża pokoju i powiedziała, że ona jedzie do domu. Mnie i męża zatkało. Miała siedzieć tydzień a tu nagle się wybiera w podróż. Nie pozwoliłam jej jechać przed obiadem, na głodniaka i zaczęłam się tłuc garami w kuchni. Mąż mnie tylko co jakiś czas poganiał, żebym szybciej gotowała ten obiad. Sam oczywiście głodny nie był.
Po obiedzie faktycznie Mamusia zaczęła się pakować do drogi i po 14 już jej u nas nie było. Kiedy przed wyjściem zapytałam ją co się tak spieszy odpowiedziała tylko „a co tu będę siedzieć”. Widziałam tylko przez okno jak w podskokach pokonuje przejście dla pieszych i tory tramwajowe. Szczerze to nie wiedziałam, że ona jest jeszcze taka żwawa w nogach.
Jakiś czas po jej odjeździe zaczęliśmy się z mężem zastanawiać czemu tak szybko nas opuściła. Mąż stwierdził, że zwyczajnie nie daliśmy jej się wykazać. On nie pozwolił sobie trzymać talerza podczas jedzenia a ja nie błagałam jej o pomoc w zwykłych domowych czynnościach. I wiecie co? Mamy teraz wyrzuty sumienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz