wtorek, 28 lutego 2012

doktor z telewizora

Ostatniej nocy nie mogłam spać. Wiedziałam, że Mamusia się pojawi i gapiąc się w ciemny sufit w pokoju, zastanawiałam się co jeszcze muszę posprzątać albo schować, żeby się nie czepiała. Wydawało mi się, że już wszystko odkurzyłam i umyłam ale jednak cień niepewności pozostał. Mamusia jest deczko zezowata (wada w stylu - jedno oko na Maroko, drugie na Kaukaz) i jakich ona się potrafi rzeczy dopatrzeć to nawet mikroskop elektronowy nie ogarnia. Totalne zmęczenie powaliło mnie dopiero koło 3 nad ranem. Ledwo oko zamknęłam a już była 7. Nie chciało mi się wstać aż do momentu kiedy mąż powiedział, że Mamusia dzwoniła i będzie u nas już o 10:30 a on już wychodzi do pracy i mam sobie sama radzić. Życzyła sobie także żebym wyszła po nią na przystanek. Zerwałam się z łóżka jak wściekła i w ataku paniki zaczęłam zbierać pranie a później myć fronty szafek w kuchni (pomyślałam sobie, że jeszcze raz nie zaszkodzi). Ocknęłam się z tego szału dopiero koło 9. Oczywiście darowałam sobie śniadanie i poszłam się myć. Później przez jakąś godzinę kręciłam się bez celu po mieszkaniu i o 10 wyszłam po Mamusię. Droga mi się dłużyła strasznie. Kiedy dotarłam na przystanek zadzwoniłam do mojej Mamy po wsparcie. Niepotrzebnie jak zwykle.
Kiedy nadjechał autobus zobaczyłam, że Mamusia siedzi na siedzeniu obok kierowcy. Zaczęłam się śmiać sama do siebie bo sobie pomyślałam, że biedny chłop się musiał nasłuchać przez całą drogę i pewnie jak skończy pracę, to następnego dnia się zwolni.
Mamusia wysiadła z autobusu a za nią kierowca. Przez chwilę myślałam, że facet się rzuci pod nadjeżdżające drogą Pikaczento ale spojrzał na mnie z politowaniem i podał mi Mamusiowe bagaże. Szybko wrócił do autobusu, spojrzał w lusterka (chyba chciał się upewnić, że już się wyśmienitej pasażerki pozbył) i szybko odjechał.
Jak zobaczyłam ile Mamusia przywiozła ze sobą bagażu to mi się zrobiło słabo. Miała wielką walizkę, dużą torbę, torebkę i laptopa bo przecież od świąt jest Mamusią multimedialną i jak się człowiek chce od kobity dowiedzieć co na wsi słychać to trzeba maila napisać.
Dostałam od Mamusi walizę do targania (na kółkach, które się nie bardzo kręciły) i obie ruszyłyśmy do domu. Po drodze Mamusia oczywiście zaczęła narzekać jakie to u nas chodniki krzywe a to przecież ja próbowałam turlać ciężką walizę. Przez te piętnaście minut prawa ręka mi się wydłużyła o jakieś 5 cm. Ja nie wiem co ona przywiozła w tych torbach. Trochę się boję, że się właśnie powoli wprowadza bez mojej wiedzy.
W domu zrobiłam Mamusi herbatkę i zasiadłyśmy za stołem na pogawędkę. Od razu mnie zapytała czy karmiłam męża grejpfrutami a ja oczywiście powiedziałam, że tak. Trochę kłamałam, bo nie jadł ale za to widział w sklepie. Myślicie, że to się liczy?
Zaleciła mu także picie wody z cytryną bo tak powiedział doktor w telewizji.
Mamusia opowiadała mi też jak to było kiedy jeszcze nie była na emeryturze i rozpływała się w zachwytach nad swoim ostatnim szefem (zakochała się czy co?) a ja grzecznie słuchałam. Ciężko mi było się skupić na tym jak opowiadała o sprawach księgowych bo to totalnie nie moja bajka. Wyrwał mnie z przemyśleń dopiero tekst, że gdybym miała takie CV jak Mamusia to bym bardzo szybko pracę znalazła porządną. Zatkało mnie autentycznie. Pomyślałam sobie, że właśnie zaczyna się moja gehenna i jak to kompletu dojdzie mi jeszcze facet po operacji to chyba się pochlastam szarym mydłem.
O 13 wrócił mąż na obiad bo o 14 miał zjeść ostatni posiłek przed pójściem do szpitala. Ja się zajęłam garami w kuchni a Mamusia zaczęła pouczać męża co powinien jeść przed operacją i kiedy pić, żeby się później dobrze czuć.
Niedługo później zasiedliśmy do obiadu a Mamusia zaczęła nam opowiadać jakie to duże mieszkanie w Warszawie 20 lat temu miała jej siostra. Opowiadała też (patrząc wymownie na mnie) , że doktor w telewizji mówił, że nie można pić czystej wody bo obciąża serce. Powiedziałam, że ja piję tylko czystą wodę i nie wdawałam się w dalsze dyskusje. Do rozmowy wtrącił się mąż i stwierdził, że już zaczyna jak jej nawiedzona siostra słuchać co powiedział doktor z telewizora i jeszcze powinna zostać słuchaczką (wiadomo jakiego radia). Mamusia potwierdziła, że jej siostra faktycznie od wielu lat jest słuchaczką a mąż uparcie drążąc temat zapytał czy w manifestacjach też bierze udział. Mamusia się oburzyła i pewnym tonem powiedziała, że jej siostra nie uczestniczy w dużych zgrupowaniach ludzi. Mój mąż aby jeszcze mamusi ciśnienie podnieść stwierdził, że jak ciocia nie uczestniczy w manifestacjach to pewnie pracuje w moherowym tajnym wywiadzie i dlatego się publicznie nie pojawia. Mamusia się obraziła i dalszy ciąg obiadu minął w milczeniu.
Tuż po obiedzie zaczął się wykład na temat głodówek (bo doktor z telewizora powiedział…). Już czekałam kiedy mi przywali, że jestem gruba. Nie powiedziała tego ale za to się dowiedziałam, że gdybym sobie taką głodówkę zastosowała to wiele schorzeń mogłabym wyleczyć. Świetnie. Nie dość, że jestem stara, gruba i brzydka to jeszcze do tego chora. Poszłam do łazienki i udawałam, że sprzątam.
Chwilę późnej stwierdziłam, że koniecznie muszę się położyć. Zamknęłam się w pokoju i słuchałam muzyki a Mamusia zasnęła przed telewizorem. Zmęczona była bidulka bo wstała dziś przed 3 w nocy. Budzika nie posiada więc jak się przebudziła to postanowiła już wstać. Miała jedyne 3 godziny do odjazdu autobusu więc przez ten czas opróżniła zamrażalnik i przywiozła do nas wszystko co tam było.
Chwilę temu pakowałam męża do szpitala i nawet nie miała siły wstać i nam pomagać. Dziś chyba ją obudzę w środku nocy żeby jutro był spokój. Z Mamusią jak z dzieckiem - trzeba ją dobrze zmęczyć żeby nie marudziła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz