wtorek, 21 lutego 2012

dobre dresy, złe dresy i Mamusia

W zeszłą niedzielę wieczorem zadzwoniła do nas Mamusia. Postanowiła sobie, ze przyjedzie do nas jak mąż będzie po operacji żeby się synkiem opiekować. Zabawi u nas tydzień. Mąż z nią rozmawiał i widziałam jak z każdą sekundą minę ma coraz ciekawszą. Wiedziałam, że coś jest na rzeczy i znów będziemy cierpieć. Targnęło mną jak się dowiedziałam o co chodzi bo nie wiem co ja przez ten tydzień ze sobą zrobię. Nie mam się dokąd wyprowadzić…
Niedzielny wieczór mieliśmy całkiem rozwalony. Mąż się zaszył przed telewizorem a ja przy komputerze, który odkąd mam wolne stał się moim najlepszym przyjacielem. Na początku chcieliśmy jeszcze walczyć z Mamusią ale szybko nam przyszło do głowy, że to nie ma sensu. Ona i tak przyjedzie czy my tego chcemy, czy nie. Postanowiłam się załamać jak zwykle i iść wcześniej spać. Niestety nie udało mi się zasnąć bo grupka dresów postanowiła sobie urządzić imprezkę na klatce. Często tam ktoś imprezuje ale jeszcze się nie zdarzyło, żeby były jakieś wrzaski. Widać tym razem imprezę miały te złe dresy bo zazwyczaj jak wracam z pracy a dobre dresy balują, to nawet drzwi otworzą i się przywitają. Mąż przez chwilę chciał do nich iść i przekonać ich żeby sobie poszli. Wyperswadowałam mu ten pomysł bo lepiej się nie wyspać niż dostać po pysku. 
Cały poniedziałek próbowaliśmy się pogodzić z myślą, że Mamusia nas znowu nawiedzi. Tak jakoś zleciał ten cały depresyjny dzień.
Dziś rano znowu miałam zaszczyt odebrać on niej telefon. To znaczy nie odebrałam go tylko zaczekałam aż przestanie dzwonić i dałam sobie 5 minut na wygrzebanie się z łóżka. No i na tym wygrzebywaniu zleciała cała godzina. Jakoś się nie mogłam zebrać żeby oddzwonić. Kiedy jednak to zrobiłam, Mamusia mi oświadczyła, że ona przyjedzie po to, żebym ja miała w niej wsparcie. Dziękuję bardzo za takie wsparcie. Kto mnie na serio wesprze podczas jej wizyty? Chyba tylko psychiatra z ważnym bloczkiem recept. Pytała też jak moje zdrowie, które ostatnio mi trochę szwankuje. Zwierzyłam jej się, że mam okropny suchy kaszel i moje oddychanie wygląda tak: wdech (gili, gili) - wydech (gili, gili). Poradziła mi zrobić sobie syrop z mleczu, który podobno pomaga na kaszel. Tylko ja mam takie jedno pytanie: gdzie ja teraz kuźwa mlecz znajdę? Powiedziałam jej, że szefowa dała mi tabletki na kaszel i dzięki nim przynajmniej mogę zasnąć w nocy. Oczywiście w odpowiedzi się dowiedziałam, że trucizna bla, bla, bla…
A te tabletki na kaszel faktycznie są mocne bo udało mi się po nich zasnąć w autobusie na stojąco. Obudziłam się dopiero jak podskoczył na wertepie. Mało się nie wywaliłam ale ma się jeszcze ten refleks.  Często wzbudzam ogólny śmiech w środkach komunikacji miejskiej to się wcale tym nie przejęłam.
Podczas rozmowy też dowiedziałam się od Mamusi, że mam kupić 10 grejpfrutów i dawać codziennie jednego mężowi do jedzenia. Nie przepada on za nimi ale sory Gregory, będzie musiał wsuwać bo Mamusia kazała. To na coś tam pomaga ale nie słuchałam na co bo dresy na klatce znów zaczęły śpiewać i chciałam usłyszeć komu kibicują. Nie dowiedziałam się bo zgodnym chórem zaintonowali tylko „je..ć PZPN”.
Mamusia usłyszała te śpiewy i zaczęła wypytywać co się tam u nas dzieje. Opowiedziałam jej całą historię, jak to złe dresy od soboty nas dręczą. Obiecała mi, że jak przyjedzie to ona sobie z nimi poradzi skutecznie. Nie wiem czy im poprzegryza tętnice ale już się nie mogę doczekać tego spotkania.

1 komentarz:

  1. Jak Boga kocham, na początku myślałam że Mamusia już przyjechała a Ty w akcie desperacji poszłaś do złych dresów;D;D Myślę że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło- poślij Mamusie do dresów jak przyjedzie (ale sądzę że sama się do nich pośle z myślą o resocjalizacji młodziezy) a wtedy pozbędziesz się jednego z 2 problemów- albo Mamusi, albo hałasujących dresów ;)) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń