wtorek, 10 stycznia 2012

Mamusia ma fantazję

Wczoraj przyjechałam do mojej mamy. Mam zamiar posiedzieć u niej z tydzień a na drugą część urlopu wrócić do Krakowa i wreszcie naprawdę odpocząć. Cieszę się bo mój długi weekend z Mamusią wreszcie się skończył i ona też pojechała o siebie. Mam tylko nadzieję, że sobie za szybko o mnie nie przypomni bo jesteśmy przecież w tej samej miejscowości.
Wczoraj był ostatni dzień jak była u nas. Rano chciałam szybko skoczyć do przychodni i  umówić męża do lekarza a Mamusia akurat zabunkrowała się w łazience. Granatem jej nie można było stamtąd wykurzyć. Nie było się też komu pożalić bo mąż poszedł do pracy a jego siostra bladym świtem ruszyła w trasę pozałatwiać kilka spraw. Zostałyśmy we trzy w domu. Ja i Młoda miałyśmy chytry plan aby zwiać i nie wracać do czasu odwiezienia Mamusi do miejscowości, w której mieszka. Wybrałyśmy się więc najpierw razem do przychodni. Jeszcze w domu mało brakowało a mi trzeba by było udzielać pomocy medycznej. Okazało się, że Mamusia naprawiła mi torebkę. Poprosiłam ją o to w niedzielę wieczorem. Torebka była ze skóry naturalnej na długim pasku. To właśnie ten pasek się odpruł i trzeba było go zwyczajnie przyszyć. To dla Mamusi było zbyt proste oczywiście. I co Mamusia zrobiła? Wycięła ze środka kawałek skóry, który doszyty był do podszewki i z tego zrobiła fikuśno-fantazyjną pętelkę do której doszyła oderwany pasek. Na wyciętym kawałku skóry były informacje o rodzaju użytych materiałów oraz numer seryjny. Mój plan sprzedaży torebki poszedł się właśnie…hmm…  poszedł w las.
Totalnie tym wszystkim osłabiona i ze stanem przedzawałowym wtarabaniłam się do tramwaju wlekąc za sobą ziewającą jeszcze Młodą. Mamusia została sama w mieszkaniu i miałam w nosie co jeszcze „naprawi”. W tramwaju też nie miałyśmy szczęścia bo oczywiście przegapiłyśmy nasz przystanek i trzeba było drzeć z buta z powrotem. Jak już dolazłyśmy do przychodni okazało się, że ludzi jest więcej niż na jakimś dobrym koncercie albo w miejscu gdzie rozdają coś za darmo. Miałyśmy chwilę załamania i przebłysk geniuszu , żeby się wepchać bez kolejki. Nie miałyśmy jednak odwagi rozwścieczać tak dużej gromady emerytów. Nie było by miło oberwać laską po grzbiecie i zostać trafionym sztuczną szczęką niczym pociskiem. Dałyśmy za wygraną i wróciłyśmy do domu. W domu Mamusia właśnie oglądała Polsat Ńju jednocześnie czytając gazetę. Po krótkiej chwili stwierdziła, że czas jechać na sklepy. Młoda szybko coś przegryzła i było gotowa a ja zaczęłam szukać wymówek. Postanowiłam zrobić pranie, posprzątać i coś ugotować żeby zjeść zanim wyjedziemy w podróż wieczorem. Postanowiły iść same. Mamusia radosna jak skowronek a Młoda wymachując mściwie rękami w moją stronę. Jak tylko wyszły zrobiłam to co zaplanowałam. W międzyczasie wrócił mąż, któremu udało się pierwszy raz z życiu dodzwonić do przychodni i sam umówił się na wizytę. Około godziny 15 wróciły zakupoholiczki z 7 kg bananów. Akurat była promocja. Będziemy teraz żreć banany do śmierci. W sumie i tak podejrzewałam siebie o małpie geny ze względu na ilość zużywanych środków depilujących, więc…
Niedługo później wróciła siostra męża i byłyśmy wszystkie gotowe do drogi. Przed 16 zapakowałyśmy się do auta i ruszyłyśmy w trasę, która miała potrwać jakieś 3 godziny. Mamusia usiadła z przodu i jak każdy dobry pilot rzucała co chwilę do męża siostry: „zwolnij!”, „uważaj!”, „zwolnij!”, „skreć!”, „czemu tędy?”, „zwolnij!”.
Młoda zapadła od razu w sen i w pozycji na popielnicę (z otwartą buzią) spędziła prawie całą podróż. Ja siedziałam cicho z tyłu aby nie prowokować Mamusi do rozmowy. I tak jakoś zleciały 3 godziny. Kiedy byłam już w domu, zadzwoniłam do męża aby mu powiedzieć, że dotarłam już do mojej mamy i żeby nie jadł tego sosu co Mamusia w lodówce zostawiła. Dowiedziałam się od niego, że 3 minuty wcześniej dzwoniła do niego Mamusia i kazała mu ten sos zjeść. Nie wiem co zrobił. Nie mój problem i nie moja biegunka…

1 komentarz:

  1. po przeczytaniu całego długiego weekendu z Mamusią, tak jakby się zmęczyłam. Współczuję stokrotnie!

    OdpowiedzUsuń