czwartek, 19 stycznia 2012

mądrości ludowe

Wczoraj wróciłam od mojej mamy. Jak do niej jechałam, miałam nadzieję spędzić ten czas na odkopywaniu podwórka ze śniegu. Znów się myliłam. Nie wiem czy ja jestem głupia, czy co…
Cały poniedziałek się ukrywałam przed Mamusią i nawet udało mi się spokojnie posprzątać cały dom mojej mamy.

We wtorek mąż był u lekarza i się okazało, że musi położyć się na 24 godziny do szpitala ale dopiero końcem lutego. Mamusia jakby oszalała jak się o tym dowiedziała. Zaczęły się nieustanne telefony do mnie, męża i jego siostry. Mamusia oznajmiła mi, że ona już widziała, że coś się z nim dzieje jak była u nas podczas ostatniego długiego weekendu. Nie ma to jak spostrzegawczość Mamusi. Szkoda tylko, że mąż na ból brzucha skarżył się już od dzieciństwa.

W środę Mamusia wydała rozkaz aby zakupić mężowi piżamy, najlepiej dwie pary. Zaczęliśmy się wszyscy zastanawiać po jaką cholerę na 24 godziny aż dwie piżamy, tym bardziej, że dostanie na czas zabiegu szpitalną koszulę. Z Mamusią się jednak nie dyskutuje…

W czwartek znów Mamusia do mnie dzwoniła aby mnie poinformować, że ona coś synkowi swojemu ugotuje i ja mu to mam zabrać. Poprosiłam ją tylko aby tego nie było dużo bo i tak już miałam ciężką walizkę do zabrania no i żeby mi się to wszystko zmieściło później w zamrażalniku. Zła byłam trochę bo odebrałam to jako zarzut, że nie umiem gotować. Mamusia synkowi ugotuje lepiej i smaczniej.

W piątek pojechałam do męża siostry z zamiarem pozostania na noc. Wieczór spędziłyśmy nad słoikiem ze śledziami. Herbatą ich nie popijałyśmy…

W sobotę rano poszłyśmy z męża siostrą i jej córką na poszukiwanie tych nieszczęsnych piżam. Nie chciałyśmy mu kupować takich jak na kawalera po 80-tce a inne było ciężko znaleźć. Jakoś nam się jednak udało i jedne kupiłyśmy. Później zadzwoniła Mamusia i jej nakłamałyśmy, że kupiłyśmy dwie.

W niedzielę znów miałam milion telefonów od Mamusi i podczas jednego z nich dowiedziałam się, że „jakby Mamusia słuchała młodych to by źle na tym wyszła”. Nie wiem co to miało znaczyć ale jasny szlag mnie trafił na środku pokoju. Widziałam tylko błagalny wzrok mojej mamy, żeby nie pyskować do teściowej. Przełknęłam jakoś tą zniewagę. Mamusia zapytała mnie też kiedy wracam do Krakowa. Powiedziałam jej, że w środę ale jeszcze nie wiem dokładnie o której i muszę sobie sprawdzić w internecie. Na mój tekst o sprawdzaniu w necie usłyszałam tylko śmiech w słuchawce i pytanie jak można nie wiedzieć, że w internecie mogą być błędy. Szlag mnie trafił po raz drugi tylko z tą różnicą, że tym razem akurat byłam w kuchni. Nie chciałam Mamusi tłumaczyć, że jeszcze mi się nie zdarzyło żeby na stronie internetowej PKSu były jakieś byki ale przecież Mamusia wie lepiej. Zaproponowała mi nawet, że zadzwoni na informację i się dowie. No sama chyba nie jestem na tyle rozgarnięta żeby gdzieś zadzwonić.

W poniedziałek telefon milczał. Spodziewałam się najgorszego. Jak za długo nie dzwoni to znaczy, że siedzi i myśli. Jak za długo myśli to już sami wiecie jak to się kończy.

We wtorek znów do mnie dzwoniła kiedy akurat włączałam pralkę. Od razu sobie pomyślałam, że jeszcze mnie w łazience szlag nie trafiał i powoli mi się pomieszczenia kończą. Tym razem chciała mi tylko przypomnieć żebym przyszła po jedzenie dla męża. Pamiętałam, że mam przyjść bo czekała mnie wizyta „przyjemniejsza” niż u dentysty. Wieczorem się zebrałam i powoli poszłam do Mamusi po wałówę. Najpierw Mamusia opowiadała mi, że ostatnio była chora i twarz jej spuchła. Lekarz stwierdził, że to było uczulenie i mogło być „nieciekawie”. Nie zapytałam jednak, czy słowo „nieciekawie” to jakiś żargon medyczny. Nie chciałam, żeby mnie zaczęła nauczać z dziedziny medycyny.
 A wracając do żarcia, które przygotowała swojemu synkowi… Wiecie ile dla Mamusi znaczy słowo „mało”? Dwie wielgachne, pełne reklamówki. Opróżniła przy mnie pół zamrażalnika i ze słowami „będziecie mieli na tydzień” pakowała to wszystko do siat. Na tydzień to byśmy to mieli gdyby mieszkało z nami jeszcze z 10 osób. Szybko wysłałam smsa do męża z błaganiem, żeby do Mamusi zadzwonił i mnie ratował. Oczywiście zadzwonił ale od razu się dowiedział, że to co ona daje to nie jest wcale dużo. Ja przerażona zastanawiałam się jak ja to zmieszczę do walizki i jak to zatargam do autobusu. Mamusia stwierdziła, że ona mi to rano przyniesie na przystanek. Niedoczekanie! Nie zgodziłam się. Miałam być na przystanku przed 6 rano. Niewyspana i jeszcze niedomotana bym Mamusi nie zniosła. Wyperswadowałam jej ten pomysł.
Kiedy wracałam do domu, musiałam zrobić chyba z 17 przystanków po drodze bo siaty były tak ciężkie, że traciłam czucie w palcach. Im bardziej mi słabły ręce, tym bardziej byłam wściekła. Do domu dotarłam po 20-tu minutach, rzuciłam te siaty na stół i zadzwoniłam do męża. Mamusia oczywiście już do niego zdążyła zadzwonić i podnieść mu ciśnienie. Chciała rozmawiać oczywiście o jego zdrowiu. Wściekły mamrotał do mnie, że jakby Mamusia miała ostre noże to nie musiałby iść do szpitala bo sama by mu tą operację zrobiła.

W środę wstałam o 5 rano. Na przystanek dowlekłam się przed 6. Całego jedzenia od Mamusi oczywiście nie zabrałam. Zwyczajnie się nie zmieściło do walizki. Gdybym wcześniej wiedziała ile tego będzie, to bym przyjechała wozem drabiniastym. Część porzuciłam u mojej mamy w zamrażalniku. Następnym razem zabierzemy.
Do Krakowa przyjechałam przed południem. Ledwo dolazłam do domu, zadzwoniła Mamusia. Nie zapytała czy podróż minęła spokojnie (a nie minęła), tylko czy jedzenie dojechało. Powiedziałam oczywiście, że wszystko dojechało i wszystko się zmieściło do walizki. Przyznałam się też, że właśnie gotuję zupę ogórkową na prośbę męża. Jakie było moje zdziwienie, kiedy w odpowiedzi dowiedziałam się, żeby już mu tej zupy nie gotować bo on jej nie lubi. Usłyszałam też, że mam kontrolować sytuację i pilnować aby się nie przejadał. Normalnie jakbym kota rasowego hodowała.
Nie drążyłam tematu z Mamusią ale postanowiłam zadać kilaka pytań mojemu prywatnemu mężowi na temat tej ogórkowej. Telefon od Mamusi by nie był ważny, gdyby nie przekazała mi na koniec kilku ludowych mądrości:
- Na śniadanie osoby ze skłonnościami do tycia (jak ja) powinny jeść musztardę. - może to i racja bo po musztardzie na śniadanie paw jak nic.
-Płatki owsiane „zabierają” kwasy żołądkowe. - nie wiem gdzie zabierają i po co, widać mają powód :D
- Noszenie slipów przez mężczyzn zapobiega przepuklinie. – świetny środek antykoncepcyjny, od razu się odechciewa. Gorsze są chyba tylko tzw. „gacie tematyczne” (w serduszka, śmieszne ludziki czy w Mikołaje podczas świąt).

Kiedy wczoraj mąż wrócił z pracy byłam już taka wściekła, że spodziewałam się przemocy w rodzinie. Jak tylko wszedł do domu, zaczęłam lać żale na Mamusię a on przekonywał mnie, że ogórkową uwielbia a szczególnie moją. Jego spokój jeszcze bardziej mnie wkurzył i już bliska chęci mordowania zapytałam:  „czemu się z Mamusią nie ożeniłeś?”. Bez zastanowienia odpowiedział: „ty masz lepsze cycki!”.

Nie mam nic do dodania…

3 komentarze:

  1. Masz fantastycznego męża, stoi po Twojej stronie. Nie każdy mężczyzna tak robi. Wierz mi.. everywoman.

    OdpowiedzUsuń
  2. Końcówka powalająca! Jakbym słyszała swoją drugą połówkę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. no comment.mam rade idz do lesniczego i wykup odstrzal na szkodniki....i zastrzel mamusie!

    OdpowiedzUsuń