niedziela, 8 stycznia 2012

długi weekend z Mamusią (sobota)

W sobotę, po ciężkiej nocy wywlekłam się z łóżka dopiero koło 9. Wcale nie chciałam wstawać ale mąż zagroził rozwodem. Całą noc starałam się piątkowe doświadczenia zepchnąć do podświadomości i pewnie dlatego byłam taka zmęczona. Nawet symulowanie przeziębienia nie pomogło. Mąż nie miał dla mnie tego dnia litości. Czekała nas podróż i moje ociąganie tylko wszystko opóźniało. Wstałam więc zła i pyskując pod nosem polazłam do łazienki. Umyłam katastrofę fryzjerską, którą od tygodnia mam na głowie a zmęczenie zatuszowałam makijażem. Po śniadaniu zapakowałyśmy się we trzy (ja, męża siostra i Młoda) do auta a Mamusia z mężem poszli do sklepu aby z pustymi rękami do wujka nie jechać. W sklepie zeszło im chyba z pół godziny a my w aucie rzucałyśmy przekleństwami, których świat jeszcze nie zna. Młoda okazała się wyjątkowo twórcza tego dnia :D
Kiedy Mamusia wreszcie wyszła ze sklepu i przytachała to co kupiła, można było ruszać w drogę. Aby przeżyć tą podróż (na tylnym siedzeniu wraz z Mamusią)  zabrałam ze sobą wielgachne słuchawki, które podłączyłam do telefonu i delektowałam się muzyczką przez całe 1,5 godziny. Od czasu do czasu tylko widziałam mściwy wzrok Młodej, która siedziała z tyłu w środku, też miała słuchawki i mp3 tylko, że jej się bateryjki rozładowały. Było mi jej trochę szkoda ale słyszałam, że dzisiejsza młodzież jest okropna to pewnie jej się należało.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, wysiedliśmy z auta i wleźliśmy do mieszkania wujka. Chciałam skonać wtedy bo miałam przed sobą wizję nudnego dnia z kolesiem, którego nie znam i z Mamusią. Okazało się jednak, że wujek do którego przyjechaliśmy jest miłym, inteligentnym i zabawnym starszym panem z wigorem dwudziestolatka. Zaczęliśmy od powitania z całowaniem w rękę. Nie lubię tego ale jakoś przeżyłam a później przeszliśmy do oglądania 100-letniego zegara. Mamusia rozpakowała łakocie, które przywiozła i razem z wujkiem robili w kuchni herbatkę. Reszta ekipy zasiadła za stołem i tłumaczyli mi, kto to jest ten wujek i z jakiej d… strony. Po kilku minutach usłyszeliśmy jak to Mamusia tłumaczy wujkowi, że ona jest raczej niskociśnieniowcem i przez to będzie długo żyła. Mąż zły jeszcze po podróży powiedział do Mamusi: „tylko każdemu w koło podnosisz ciśnienie”. Mamusia nie usłyszała bo była zaaferowana robieniem herbaty i demolowaniem nie swojej kuchni.
Tych kilka godzin, które spędziliśmy u wujka zleciało na wspomnieniach z czasów kiedy mój mąż był jeszcze dzieciakiem w piżamce w baloniki. Fajnie było tego słuchać tym bardziej, że Mamusia wreszcie zamilkła. Rozmowy i wspomnienia były tylko co pół godziny przerywane dźwiękiem bijącego zegara, który wywoływał u mnie ciarki na plecach. Wisiał skurczybyk centralnie za mną i mimo ostrzeżeń Młodej, regularnie spadałam z krzesła ze strachu.
Około godziny 16 wracaliśmy już do domu. Oczywiście od razu po wejściu do auta założyłam na głowę słuchawki i miałam wszystko w nosie. Zanim dojechaliśmy do Krakowa chyba nawet zasnęłam na chwilę. Zdaje mi się, że siostrze męża trochę się nudziło bo piłowała paznokcie i chyba nawet udało jej się zrobić pełny manicure. Wspomnę tylko, że ona była kierowcą. 
W czasie podróży też zauważyłam, że Mamusia chyba medytuje. Nie znam się na tym za bardzo ale łączyła palec wskazujący z kciukiem i kładła ręce na kolanach prawie całą drogę a mi się to kojarzy z medytacją. Muszę jej zapytać o co biega. A niech stracę!
Po powrocie do domu Mamusia oznajmiła, że ona już dla nas zrobiła kolację, którą wstawiła do lodówki. Musieliśmy zjeść makaron z okrutnie słonym sosem.
Po kolacji postanowiliśmy jechać do galerii, połazić po sklepach. Razem z Młodą chciałyśmy zwiać przed Mamusią ale się tak przyczepiła, że się nie dało. Oglądałyśmy sukienki i udało mi się wygrzebać beżowe „coś” ze złotymi suwakami. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Pokazałam Mamusi żeby zobaczyła, że ja mam dobry gust a ona mi powiedziała, że ona coś takiego to może sama uszyć w jedno popołudnie. Chciałam ją podpuścić, żeby uszyła a ja to chętnie przyjmę w prezencie ale się dowiedziałam, że ona mi już ostatnio dała piękną sukienkę o następna mi niepotrzebna. Pierwszy raz w życiu w sklepie chciałam się rzucić na podłogę i płakać jak sobie przypomniałam to „cudo”, które dostałam od niej przed świętami. Tego wieczoru oczywiście nic nie kupiłam. Młoda też nie była zadowolona bo miałyśmy zamiar przynajmniej coś przymierzyć ładnego a dzięki Mamusi nam się to nie udało.
Pod koniec wycieczki poszliśmy tylko kupić kilka zgrzewek wody. W sklepie Mamusi się przypomniało, że musi koniecznie zjeść w niedzielę „schaboszczaka” więc kupiła kilo schabu i zapowiedziała mi, że do mnie należy smażenie. Straciłam humor chyba na zawsze…
Kiedy wróciliśmy do domu ja zamknęłam się w pokoju z siostrą męża aby lać żale na Mamusię i przy okazji przeglądnąć zawartość mojej szafy a mąż walczył uparcie próbując wcisnąć wszystkie butelki wody do jednej szafki.
Po jakimś czasie wszyscy byliśmy tak zmęczeni, że zalegaliśmy w łóżkach do samego wieczora. Mamusia domagała się oczywiście wiadomości z kraju i ze świata, więc mąż włączył jej Polsat News (wg. Mamusi- „Polsat Ńju”). Zajęła się telewizorem i był święty spokój.
Kiedy kładłam się do łóżka mój mąż próbował mnie pocieszyć mówiąc, że przecież już niedługo Mamusia pojedzie i wszystko wróci do normy. Dla zasady go tylko opierniczyłam na czym świat stoi i zasnęłam. Śniło mi się, że umarłam. Nie wiem czy to dobrze wróży ale mimo wszystko wstałam w lepszym humorze niż w sobotę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz