niedziela, 8 stycznia 2012

długi weekend z Mamusią (niedziela)

Dziś ok 10 rano obudził mnie zapach spalenizny. Wysłałam męża na przeszpiegi żeby sprawdził czy to pali się instalacja elektryczna i zginiemy żywcem czy to Mamusia coś gotuje. Okazało się, że to Mamusia robi jajecznicę. Chciałam przespać śniadanie ale mąż najpierw zagroził rozwodem a potem obiecał „cuda na kiju”. Wstałam. Nie chciało mi się wygrzebywać spod kołdry ze względu na kilo schabu, które miałam tego dnia usmażyć.
Plan dnia według Mamusi obejmował  łażenie po sklepach, obiad i uczestnictwo w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Żeby się lepiej poczuć znów wyfryzowałam moją prywatną katastrofę na głowie i  poczułam się jak specjalista po szkole budowlanej. Jak tylko wyszłam z łazienki dowiedziałam się, że na sklepy jedziemy dopiero po obiedzie. Była godzina 12 a ledwo było po śniadaniu. Obiadu się spodziewałam koło 16. Byłam zła bo razem z Młodą miałyśmy plany mierzenia ubrań, których nigdy nie kupimy. Pocieszyłam się jednak malując paznokcie i rzucając słowami na „k” pod nosem. Zrobiłam sobie też ładny makijaż i pierwszy raz w życiu udało mi się narysować idealne kreski eyelinerem. Dodam, że obie były takie same :D
Koło 15 kiedy wszyscy poza mną zalegali przed telewizorem postanowiłam przyspieszyć porę obiadową. Chciałam wyjść wreszcie z domu i się delikatnie odchamić. Smażyłam więc biedna kotlety chyba przez godzinę. Powie Wam, że gorszej kary chyba dla mnie nie ma. Sama sobie oczywiście też musiałam zrobić inny obiad bo nie lubię jadać prosiaka.
Po obiedzie kiedy już się wszyscy zbieraliśmy do wyjścia, zadzwoniła moja mama i mi powiedziała, że mój siostrzeniec potrzebuje dwóch referatów na temat walca angielskiego i wiedeńskiego na poniedziałek. Miał je zadane już dużo wcześniej ale w ostatniej chwili mu się przypomniało. Wściekłam się! Nigdzie oczywiście nie poszłam bo mi było gnojka szkoda i zasiadłam do pisania. Mąż i reszta oczywiście poszli na sklepy i Orkiestrę a ja tylko co jakiś czas dostawałam telefony co robią i jak jest fajnie. Na szczęście znalazłam jedno bezpańskie piwo w lodówce na pocieszenie i jakoś przeżyłam ten wieczór. Nad referatami się oczywiście opracowałam jak głupia i mam nadzieję, że dostanę piątkę…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz