czwartek, 19 stycznia 2012

mądrości ludowe

Wczoraj wróciłam od mojej mamy. Jak do niej jechałam, miałam nadzieję spędzić ten czas na odkopywaniu podwórka ze śniegu. Znów się myliłam. Nie wiem czy ja jestem głupia, czy co…
Cały poniedziałek się ukrywałam przed Mamusią i nawet udało mi się spokojnie posprzątać cały dom mojej mamy.

We wtorek mąż był u lekarza i się okazało, że musi położyć się na 24 godziny do szpitala ale dopiero końcem lutego. Mamusia jakby oszalała jak się o tym dowiedziała. Zaczęły się nieustanne telefony do mnie, męża i jego siostry. Mamusia oznajmiła mi, że ona już widziała, że coś się z nim dzieje jak była u nas podczas ostatniego długiego weekendu. Nie ma to jak spostrzegawczość Mamusi. Szkoda tylko, że mąż na ból brzucha skarżył się już od dzieciństwa.

W środę Mamusia wydała rozkaz aby zakupić mężowi piżamy, najlepiej dwie pary. Zaczęliśmy się wszyscy zastanawiać po jaką cholerę na 24 godziny aż dwie piżamy, tym bardziej, że dostanie na czas zabiegu szpitalną koszulę. Z Mamusią się jednak nie dyskutuje…

W czwartek znów Mamusia do mnie dzwoniła aby mnie poinformować, że ona coś synkowi swojemu ugotuje i ja mu to mam zabrać. Poprosiłam ją tylko aby tego nie było dużo bo i tak już miałam ciężką walizkę do zabrania no i żeby mi się to wszystko zmieściło później w zamrażalniku. Zła byłam trochę bo odebrałam to jako zarzut, że nie umiem gotować. Mamusia synkowi ugotuje lepiej i smaczniej.

W piątek pojechałam do męża siostry z zamiarem pozostania na noc. Wieczór spędziłyśmy nad słoikiem ze śledziami. Herbatą ich nie popijałyśmy…

W sobotę rano poszłyśmy z męża siostrą i jej córką na poszukiwanie tych nieszczęsnych piżam. Nie chciałyśmy mu kupować takich jak na kawalera po 80-tce a inne było ciężko znaleźć. Jakoś nam się jednak udało i jedne kupiłyśmy. Później zadzwoniła Mamusia i jej nakłamałyśmy, że kupiłyśmy dwie.

W niedzielę znów miałam milion telefonów od Mamusi i podczas jednego z nich dowiedziałam się, że „jakby Mamusia słuchała młodych to by źle na tym wyszła”. Nie wiem co to miało znaczyć ale jasny szlag mnie trafił na środku pokoju. Widziałam tylko błagalny wzrok mojej mamy, żeby nie pyskować do teściowej. Przełknęłam jakoś tą zniewagę. Mamusia zapytała mnie też kiedy wracam do Krakowa. Powiedziałam jej, że w środę ale jeszcze nie wiem dokładnie o której i muszę sobie sprawdzić w internecie. Na mój tekst o sprawdzaniu w necie usłyszałam tylko śmiech w słuchawce i pytanie jak można nie wiedzieć, że w internecie mogą być błędy. Szlag mnie trafił po raz drugi tylko z tą różnicą, że tym razem akurat byłam w kuchni. Nie chciałam Mamusi tłumaczyć, że jeszcze mi się nie zdarzyło żeby na stronie internetowej PKSu były jakieś byki ale przecież Mamusia wie lepiej. Zaproponowała mi nawet, że zadzwoni na informację i się dowie. No sama chyba nie jestem na tyle rozgarnięta żeby gdzieś zadzwonić.

W poniedziałek telefon milczał. Spodziewałam się najgorszego. Jak za długo nie dzwoni to znaczy, że siedzi i myśli. Jak za długo myśli to już sami wiecie jak to się kończy.

We wtorek znów do mnie dzwoniła kiedy akurat włączałam pralkę. Od razu sobie pomyślałam, że jeszcze mnie w łazience szlag nie trafiał i powoli mi się pomieszczenia kończą. Tym razem chciała mi tylko przypomnieć żebym przyszła po jedzenie dla męża. Pamiętałam, że mam przyjść bo czekała mnie wizyta „przyjemniejsza” niż u dentysty. Wieczorem się zebrałam i powoli poszłam do Mamusi po wałówę. Najpierw Mamusia opowiadała mi, że ostatnio była chora i twarz jej spuchła. Lekarz stwierdził, że to było uczulenie i mogło być „nieciekawie”. Nie zapytałam jednak, czy słowo „nieciekawie” to jakiś żargon medyczny. Nie chciałam, żeby mnie zaczęła nauczać z dziedziny medycyny.
 A wracając do żarcia, które przygotowała swojemu synkowi… Wiecie ile dla Mamusi znaczy słowo „mało”? Dwie wielgachne, pełne reklamówki. Opróżniła przy mnie pół zamrażalnika i ze słowami „będziecie mieli na tydzień” pakowała to wszystko do siat. Na tydzień to byśmy to mieli gdyby mieszkało z nami jeszcze z 10 osób. Szybko wysłałam smsa do męża z błaganiem, żeby do Mamusi zadzwonił i mnie ratował. Oczywiście zadzwonił ale od razu się dowiedział, że to co ona daje to nie jest wcale dużo. Ja przerażona zastanawiałam się jak ja to zmieszczę do walizki i jak to zatargam do autobusu. Mamusia stwierdziła, że ona mi to rano przyniesie na przystanek. Niedoczekanie! Nie zgodziłam się. Miałam być na przystanku przed 6 rano. Niewyspana i jeszcze niedomotana bym Mamusi nie zniosła. Wyperswadowałam jej ten pomysł.
Kiedy wracałam do domu, musiałam zrobić chyba z 17 przystanków po drodze bo siaty były tak ciężkie, że traciłam czucie w palcach. Im bardziej mi słabły ręce, tym bardziej byłam wściekła. Do domu dotarłam po 20-tu minutach, rzuciłam te siaty na stół i zadzwoniłam do męża. Mamusia oczywiście już do niego zdążyła zadzwonić i podnieść mu ciśnienie. Chciała rozmawiać oczywiście o jego zdrowiu. Wściekły mamrotał do mnie, że jakby Mamusia miała ostre noże to nie musiałby iść do szpitala bo sama by mu tą operację zrobiła.

W środę wstałam o 5 rano. Na przystanek dowlekłam się przed 6. Całego jedzenia od Mamusi oczywiście nie zabrałam. Zwyczajnie się nie zmieściło do walizki. Gdybym wcześniej wiedziała ile tego będzie, to bym przyjechała wozem drabiniastym. Część porzuciłam u mojej mamy w zamrażalniku. Następnym razem zabierzemy.
Do Krakowa przyjechałam przed południem. Ledwo dolazłam do domu, zadzwoniła Mamusia. Nie zapytała czy podróż minęła spokojnie (a nie minęła), tylko czy jedzenie dojechało. Powiedziałam oczywiście, że wszystko dojechało i wszystko się zmieściło do walizki. Przyznałam się też, że właśnie gotuję zupę ogórkową na prośbę męża. Jakie było moje zdziwienie, kiedy w odpowiedzi dowiedziałam się, żeby już mu tej zupy nie gotować bo on jej nie lubi. Usłyszałam też, że mam kontrolować sytuację i pilnować aby się nie przejadał. Normalnie jakbym kota rasowego hodowała.
Nie drążyłam tematu z Mamusią ale postanowiłam zadać kilaka pytań mojemu prywatnemu mężowi na temat tej ogórkowej. Telefon od Mamusi by nie był ważny, gdyby nie przekazała mi na koniec kilku ludowych mądrości:
- Na śniadanie osoby ze skłonnościami do tycia (jak ja) powinny jeść musztardę. - może to i racja bo po musztardzie na śniadanie paw jak nic.
-Płatki owsiane „zabierają” kwasy żołądkowe. - nie wiem gdzie zabierają i po co, widać mają powód :D
- Noszenie slipów przez mężczyzn zapobiega przepuklinie. – świetny środek antykoncepcyjny, od razu się odechciewa. Gorsze są chyba tylko tzw. „gacie tematyczne” (w serduszka, śmieszne ludziki czy w Mikołaje podczas świąt).

Kiedy wczoraj mąż wrócił z pracy byłam już taka wściekła, że spodziewałam się przemocy w rodzinie. Jak tylko wszedł do domu, zaczęłam lać żale na Mamusię a on przekonywał mnie, że ogórkową uwielbia a szczególnie moją. Jego spokój jeszcze bardziej mnie wkurzył i już bliska chęci mordowania zapytałam:  „czemu się z Mamusią nie ożeniłeś?”. Bez zastanowienia odpowiedział: „ty masz lepsze cycki!”.

Nie mam nic do dodania…

wtorek, 10 stycznia 2012

Mamusia ma fantazję

Wczoraj przyjechałam do mojej mamy. Mam zamiar posiedzieć u niej z tydzień a na drugą część urlopu wrócić do Krakowa i wreszcie naprawdę odpocząć. Cieszę się bo mój długi weekend z Mamusią wreszcie się skończył i ona też pojechała o siebie. Mam tylko nadzieję, że sobie za szybko o mnie nie przypomni bo jesteśmy przecież w tej samej miejscowości.
Wczoraj był ostatni dzień jak była u nas. Rano chciałam szybko skoczyć do przychodni i  umówić męża do lekarza a Mamusia akurat zabunkrowała się w łazience. Granatem jej nie można było stamtąd wykurzyć. Nie było się też komu pożalić bo mąż poszedł do pracy a jego siostra bladym świtem ruszyła w trasę pozałatwiać kilka spraw. Zostałyśmy we trzy w domu. Ja i Młoda miałyśmy chytry plan aby zwiać i nie wracać do czasu odwiezienia Mamusi do miejscowości, w której mieszka. Wybrałyśmy się więc najpierw razem do przychodni. Jeszcze w domu mało brakowało a mi trzeba by było udzielać pomocy medycznej. Okazało się, że Mamusia naprawiła mi torebkę. Poprosiłam ją o to w niedzielę wieczorem. Torebka była ze skóry naturalnej na długim pasku. To właśnie ten pasek się odpruł i trzeba było go zwyczajnie przyszyć. To dla Mamusi było zbyt proste oczywiście. I co Mamusia zrobiła? Wycięła ze środka kawałek skóry, który doszyty był do podszewki i z tego zrobiła fikuśno-fantazyjną pętelkę do której doszyła oderwany pasek. Na wyciętym kawałku skóry były informacje o rodzaju użytych materiałów oraz numer seryjny. Mój plan sprzedaży torebki poszedł się właśnie…hmm…  poszedł w las.
Totalnie tym wszystkim osłabiona i ze stanem przedzawałowym wtarabaniłam się do tramwaju wlekąc za sobą ziewającą jeszcze Młodą. Mamusia została sama w mieszkaniu i miałam w nosie co jeszcze „naprawi”. W tramwaju też nie miałyśmy szczęścia bo oczywiście przegapiłyśmy nasz przystanek i trzeba było drzeć z buta z powrotem. Jak już dolazłyśmy do przychodni okazało się, że ludzi jest więcej niż na jakimś dobrym koncercie albo w miejscu gdzie rozdają coś za darmo. Miałyśmy chwilę załamania i przebłysk geniuszu , żeby się wepchać bez kolejki. Nie miałyśmy jednak odwagi rozwścieczać tak dużej gromady emerytów. Nie było by miło oberwać laską po grzbiecie i zostać trafionym sztuczną szczęką niczym pociskiem. Dałyśmy za wygraną i wróciłyśmy do domu. W domu Mamusia właśnie oglądała Polsat Ńju jednocześnie czytając gazetę. Po krótkiej chwili stwierdziła, że czas jechać na sklepy. Młoda szybko coś przegryzła i było gotowa a ja zaczęłam szukać wymówek. Postanowiłam zrobić pranie, posprzątać i coś ugotować żeby zjeść zanim wyjedziemy w podróż wieczorem. Postanowiły iść same. Mamusia radosna jak skowronek a Młoda wymachując mściwie rękami w moją stronę. Jak tylko wyszły zrobiłam to co zaplanowałam. W międzyczasie wrócił mąż, któremu udało się pierwszy raz z życiu dodzwonić do przychodni i sam umówił się na wizytę. Około godziny 15 wróciły zakupoholiczki z 7 kg bananów. Akurat była promocja. Będziemy teraz żreć banany do śmierci. W sumie i tak podejrzewałam siebie o małpie geny ze względu na ilość zużywanych środków depilujących, więc…
Niedługo później wróciła siostra męża i byłyśmy wszystkie gotowe do drogi. Przed 16 zapakowałyśmy się do auta i ruszyłyśmy w trasę, która miała potrwać jakieś 3 godziny. Mamusia usiadła z przodu i jak każdy dobry pilot rzucała co chwilę do męża siostry: „zwolnij!”, „uważaj!”, „zwolnij!”, „skreć!”, „czemu tędy?”, „zwolnij!”.
Młoda zapadła od razu w sen i w pozycji na popielnicę (z otwartą buzią) spędziła prawie całą podróż. Ja siedziałam cicho z tyłu aby nie prowokować Mamusi do rozmowy. I tak jakoś zleciały 3 godziny. Kiedy byłam już w domu, zadzwoniłam do męża aby mu powiedzieć, że dotarłam już do mojej mamy i żeby nie jadł tego sosu co Mamusia w lodówce zostawiła. Dowiedziałam się od niego, że 3 minuty wcześniej dzwoniła do niego Mamusia i kazała mu ten sos zjeść. Nie wiem co zrobił. Nie mój problem i nie moja biegunka…

niedziela, 8 stycznia 2012

długi weekend z Mamusią (niedziela)

Dziś ok 10 rano obudził mnie zapach spalenizny. Wysłałam męża na przeszpiegi żeby sprawdził czy to pali się instalacja elektryczna i zginiemy żywcem czy to Mamusia coś gotuje. Okazało się, że to Mamusia robi jajecznicę. Chciałam przespać śniadanie ale mąż najpierw zagroził rozwodem a potem obiecał „cuda na kiju”. Wstałam. Nie chciało mi się wygrzebywać spod kołdry ze względu na kilo schabu, które miałam tego dnia usmażyć.
Plan dnia według Mamusi obejmował  łażenie po sklepach, obiad i uczestnictwo w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Żeby się lepiej poczuć znów wyfryzowałam moją prywatną katastrofę na głowie i  poczułam się jak specjalista po szkole budowlanej. Jak tylko wyszłam z łazienki dowiedziałam się, że na sklepy jedziemy dopiero po obiedzie. Była godzina 12 a ledwo było po śniadaniu. Obiadu się spodziewałam koło 16. Byłam zła bo razem z Młodą miałyśmy plany mierzenia ubrań, których nigdy nie kupimy. Pocieszyłam się jednak malując paznokcie i rzucając słowami na „k” pod nosem. Zrobiłam sobie też ładny makijaż i pierwszy raz w życiu udało mi się narysować idealne kreski eyelinerem. Dodam, że obie były takie same :D
Koło 15 kiedy wszyscy poza mną zalegali przed telewizorem postanowiłam przyspieszyć porę obiadową. Chciałam wyjść wreszcie z domu i się delikatnie odchamić. Smażyłam więc biedna kotlety chyba przez godzinę. Powie Wam, że gorszej kary chyba dla mnie nie ma. Sama sobie oczywiście też musiałam zrobić inny obiad bo nie lubię jadać prosiaka.
Po obiedzie kiedy już się wszyscy zbieraliśmy do wyjścia, zadzwoniła moja mama i mi powiedziała, że mój siostrzeniec potrzebuje dwóch referatów na temat walca angielskiego i wiedeńskiego na poniedziałek. Miał je zadane już dużo wcześniej ale w ostatniej chwili mu się przypomniało. Wściekłam się! Nigdzie oczywiście nie poszłam bo mi było gnojka szkoda i zasiadłam do pisania. Mąż i reszta oczywiście poszli na sklepy i Orkiestrę a ja tylko co jakiś czas dostawałam telefony co robią i jak jest fajnie. Na szczęście znalazłam jedno bezpańskie piwo w lodówce na pocieszenie i jakoś przeżyłam ten wieczór. Nad referatami się oczywiście opracowałam jak głupia i mam nadzieję, że dostanę piątkę…

długi weekend z Mamusią (sobota)

W sobotę, po ciężkiej nocy wywlekłam się z łóżka dopiero koło 9. Wcale nie chciałam wstawać ale mąż zagroził rozwodem. Całą noc starałam się piątkowe doświadczenia zepchnąć do podświadomości i pewnie dlatego byłam taka zmęczona. Nawet symulowanie przeziębienia nie pomogło. Mąż nie miał dla mnie tego dnia litości. Czekała nas podróż i moje ociąganie tylko wszystko opóźniało. Wstałam więc zła i pyskując pod nosem polazłam do łazienki. Umyłam katastrofę fryzjerską, którą od tygodnia mam na głowie a zmęczenie zatuszowałam makijażem. Po śniadaniu zapakowałyśmy się we trzy (ja, męża siostra i Młoda) do auta a Mamusia z mężem poszli do sklepu aby z pustymi rękami do wujka nie jechać. W sklepie zeszło im chyba z pół godziny a my w aucie rzucałyśmy przekleństwami, których świat jeszcze nie zna. Młoda okazała się wyjątkowo twórcza tego dnia :D
Kiedy Mamusia wreszcie wyszła ze sklepu i przytachała to co kupiła, można było ruszać w drogę. Aby przeżyć tą podróż (na tylnym siedzeniu wraz z Mamusią)  zabrałam ze sobą wielgachne słuchawki, które podłączyłam do telefonu i delektowałam się muzyczką przez całe 1,5 godziny. Od czasu do czasu tylko widziałam mściwy wzrok Młodej, która siedziała z tyłu w środku, też miała słuchawki i mp3 tylko, że jej się bateryjki rozładowały. Było mi jej trochę szkoda ale słyszałam, że dzisiejsza młodzież jest okropna to pewnie jej się należało.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, wysiedliśmy z auta i wleźliśmy do mieszkania wujka. Chciałam skonać wtedy bo miałam przed sobą wizję nudnego dnia z kolesiem, którego nie znam i z Mamusią. Okazało się jednak, że wujek do którego przyjechaliśmy jest miłym, inteligentnym i zabawnym starszym panem z wigorem dwudziestolatka. Zaczęliśmy od powitania z całowaniem w rękę. Nie lubię tego ale jakoś przeżyłam a później przeszliśmy do oglądania 100-letniego zegara. Mamusia rozpakowała łakocie, które przywiozła i razem z wujkiem robili w kuchni herbatkę. Reszta ekipy zasiadła za stołem i tłumaczyli mi, kto to jest ten wujek i z jakiej d… strony. Po kilku minutach usłyszeliśmy jak to Mamusia tłumaczy wujkowi, że ona jest raczej niskociśnieniowcem i przez to będzie długo żyła. Mąż zły jeszcze po podróży powiedział do Mamusi: „tylko każdemu w koło podnosisz ciśnienie”. Mamusia nie usłyszała bo była zaaferowana robieniem herbaty i demolowaniem nie swojej kuchni.
Tych kilka godzin, które spędziliśmy u wujka zleciało na wspomnieniach z czasów kiedy mój mąż był jeszcze dzieciakiem w piżamce w baloniki. Fajnie było tego słuchać tym bardziej, że Mamusia wreszcie zamilkła. Rozmowy i wspomnienia były tylko co pół godziny przerywane dźwiękiem bijącego zegara, który wywoływał u mnie ciarki na plecach. Wisiał skurczybyk centralnie za mną i mimo ostrzeżeń Młodej, regularnie spadałam z krzesła ze strachu.
Około godziny 16 wracaliśmy już do domu. Oczywiście od razu po wejściu do auta założyłam na głowę słuchawki i miałam wszystko w nosie. Zanim dojechaliśmy do Krakowa chyba nawet zasnęłam na chwilę. Zdaje mi się, że siostrze męża trochę się nudziło bo piłowała paznokcie i chyba nawet udało jej się zrobić pełny manicure. Wspomnę tylko, że ona była kierowcą. 
W czasie podróży też zauważyłam, że Mamusia chyba medytuje. Nie znam się na tym za bardzo ale łączyła palec wskazujący z kciukiem i kładła ręce na kolanach prawie całą drogę a mi się to kojarzy z medytacją. Muszę jej zapytać o co biega. A niech stracę!
Po powrocie do domu Mamusia oznajmiła, że ona już dla nas zrobiła kolację, którą wstawiła do lodówki. Musieliśmy zjeść makaron z okrutnie słonym sosem.
Po kolacji postanowiliśmy jechać do galerii, połazić po sklepach. Razem z Młodą chciałyśmy zwiać przed Mamusią ale się tak przyczepiła, że się nie dało. Oglądałyśmy sukienki i udało mi się wygrzebać beżowe „coś” ze złotymi suwakami. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Pokazałam Mamusi żeby zobaczyła, że ja mam dobry gust a ona mi powiedziała, że ona coś takiego to może sama uszyć w jedno popołudnie. Chciałam ją podpuścić, żeby uszyła a ja to chętnie przyjmę w prezencie ale się dowiedziałam, że ona mi już ostatnio dała piękną sukienkę o następna mi niepotrzebna. Pierwszy raz w życiu w sklepie chciałam się rzucić na podłogę i płakać jak sobie przypomniałam to „cudo”, które dostałam od niej przed świętami. Tego wieczoru oczywiście nic nie kupiłam. Młoda też nie była zadowolona bo miałyśmy zamiar przynajmniej coś przymierzyć ładnego a dzięki Mamusi nam się to nie udało.
Pod koniec wycieczki poszliśmy tylko kupić kilka zgrzewek wody. W sklepie Mamusi się przypomniało, że musi koniecznie zjeść w niedzielę „schaboszczaka” więc kupiła kilo schabu i zapowiedziała mi, że do mnie należy smażenie. Straciłam humor chyba na zawsze…
Kiedy wróciliśmy do domu ja zamknęłam się w pokoju z siostrą męża aby lać żale na Mamusię i przy okazji przeglądnąć zawartość mojej szafy a mąż walczył uparcie próbując wcisnąć wszystkie butelki wody do jednej szafki.
Po jakimś czasie wszyscy byliśmy tak zmęczeni, że zalegaliśmy w łóżkach do samego wieczora. Mamusia domagała się oczywiście wiadomości z kraju i ze świata, więc mąż włączył jej Polsat News (wg. Mamusi- „Polsat Ńju”). Zajęła się telewizorem i był święty spokój.
Kiedy kładłam się do łóżka mój mąż próbował mnie pocieszyć mówiąc, że przecież już niedługo Mamusia pojedzie i wszystko wróci do normy. Dla zasady go tylko opierniczyłam na czym świat stoi i zasnęłam. Śniło mi się, że umarłam. Nie wiem czy to dobrze wróży ale mimo wszystko wstałam w lepszym humorze niż w sobotę.


długi weekend z Mamusią (piątek)

Witam wszystkich :)
W piątek kolejny raz zjawiła się u nas Mamusia. Z mieszanymi uczuciami powitaliśmy ją ok godziny 16 w naszych skromnych progach. Wizyta była zapowiedziana bo wiedziałam już o niej od męża siostry koło środy. Od tego dnia sprzątałam i rozkładałam otrzymane od Mamusi w prezencie obrusiki. Tuż przed Mamusi przyjazdem pochowałam obrusiki bo nie mogłam ich znieść i poszłam na żywioł. 
Mamusia przyjechała do nas z męża siostrą i siostrzenicą. Jak tylko otworzyłam drzwi zobaczyłam minę Młodej (siostrzenicy męża) mówiącą „Olaboga, zabijmy ją!”, która spędziła z Mamusią radosne 2,5 godziny w aucie. Wiedziałam co się święci…
Jak tylko wszyscy weszli do mieszkania to od razu od Mamusi otrzymałam dwa kwiatki tak wielkie, że nie widzę tramwajów przejeżdżających za oknem i garnek z jakąś potrawą. Garnek postawiłam na kuchni a kwiatkami zajął się mąż. Biegał z nimi biedny jakieś 15 minut i nie wiedział co ma zrobić (mamy całe dwa okna więc doktoratu nie potrzebował do wykonania tego zadania).  Przerosło to jednak jego najśmielsze oczekiwania i kwiatkami musiałam zająć się ja. Upchnęłam je na siłę na parapecie i zajęłam się podawaniem obiadokolacji, którą Mamusia targała ze sobą taki kawał drogi w tajemniczym wielgachnym garnku. Ja nie jadłam bo od świąt czuję się stara, gruba i brzydka.
Po kolacji się okazało, że nasz weekend jest dokładnie zaplanowany i sobotę musimy koniecznie odwiedzić jakiegoś wujka. Nie znam człowieka  ale Mamusia zarządziła wyprawę to nie mieliśmy wyjścia.  Planowaliśmy więc podróż męża siostrą a Mamusia kolejny raz zwiedzała mieszkanie. Chwilę później okazało się, że gniazdko w pokoju przestało działać a choinka, wieża i telewizor zgasły i zamilkły. Mamusia oczywiście galopem znalazła powód tej awarii i chciała gniazdko naprawić.  Mąż jej na to nie pozwolił w obawie, że do końca długiego weekendu będzie musiał zmagać się z porażoną prądem Mamusią. Był też trochę zły bo niedawno z kolegą cały dzień myśleli co się z tym gniazdkiem dzieje i nie wymyślili. Ich głowy nie są w stanie ogarnąć myśli technicznej tak jak Mamusia.
Wieczorkiem dowiedziałam się, że moje szafki w kuchni zostały już dokładnie przeszukane i że nie powinnam pić kawy zbożowej bo przecież mam skłonności do tycia.  Faktycznie mam takie skłonności ale szlag mnie trafia kiedy mi ktoś o tym ciągle przypomina. Dowiedziałam się także od Mamusi – specjalistki od wszelakich diet, że najlepszą dietą jest jedzenie samego makaronu. Zdurniałam! Może ja się nie znam ale zawsze mi się wydawało, że jest wręcz odwrotnie. Nie podejmowałam tematu tylko zatopiłam się w rozpaczy jeszcze starsza, jeszcze grubsza i jeszcze brzydsza niż zwykle. Postanowiłam unikać Mamusi ale nie było to łatwe na czterdziestu metrach kwadratowych
Późnym  wieczorem położyliśmy Mamusię spać a reszta ferajny udała się do drugiego pokoju aby po cichutku i w tajemnicy napić się piwa. Czas nam szybko zleciał i zrobiło się naprawdę późno.
Kiedy już sama się położyłam i mi się przypomniało, że Mamusia zostaje u nas tak długo, chciało mi się płakać i miałam straszliwą ochotę na papierosa. Nie palimy z mężem już jednak od jakiegoś czasu i musiałam wziąć się szybko w garść. Zasnęłam więc wkurzona a rano obudziłam się zmęczona jak po przewaleniu tony węgla. Dzień jednak miał się dopiero zacząć…