poniedziałek, 31 października 2011

lepsza niż pomysłowy Dobromir

Witam wszystkich kolejny raz :)
                Jak to zazwyczaj bywa przy okazji wszelkiego rodzaju świąt, tak i tym razem wybraliśmy się z mężem do Mamusi. Ja pojechałam pierwsza bo miałam już wolne w pracy i w środę zaturlałam się autobusem do miejscowości, w której obie mamy mieszkają. Kilka dni wcześniej Mamusia dzwoniła do mnie żeby mi powiedzieć, że jak tylko przyjadę to mam jej dać znać to się znowu wybierzemy na zakupowy szał do szmateksu. Tym razem nie dałam się nabrać. Nie dałam znać (wiem, wiem, świnia jestem) i dwa dni u mojej mamy szalałam w ogrodzie z łopatą. Umordowałam się jak świr bo był spory kawałek ogródka do przekopania ale jakoś dałam radę.
W piątek zmęczona ale zadowolona z wykonanej pracy siedziałam sobie w domu i piekłam rybkę gdy nagle zadzwoniła do mnie Mamusia (mąż mnie znów sprzedał, Judasz jeden). Miała troszeczkę focha, że się nie odezwałam ale jak usłyszała, że ja wczasów nie mam i mamie pomagam to jej przeszło. No tak na sto procent nie wiem czy jej przeszło ale mam to w nosie. Grunt, że wycieczka mnie ominęła. Oznajmiła mi przy okazji, że jest właśnie w szmateksie i ogląda piękną kwiatową tunikę (teraz się to chyba nazywa „floral” o ile się nie mylę) i mogłabym ją nosić do getrów i golfa. Dodam, że nie noszę getrów ani golfów ale według Mamusi golf pasuje do wszystkiego. Nie wiem czy można go założyć do sukni ślubnej ale jak do wszystkiego to do wszystkiego.
W piątek wieczorem po pracy przyjechał mąż, siostra podwiozła go do mnie i we czworo (bo była jeszcze jej córka) ruszyliśmy w dalszą trasę. Byliśmy u Mamusi ok 21. Mamusia smażyła właśnie placki ziemniaczane i zaczęła nas częstować. Ja się wykpiłam dietą jak zwykle ale reszta jeść musiała. Po jedzeniu Mamusia koniecznie chciała się pochwalić jaki opracowała patent w zaciszu domowym na to, aby stopy nie marzły. Nie wiem jak inni ale ja, jak mi zimno w stopy to zakładam skarpetki i kapcie. Dla Mamusi to by było zbyt proste. Mamusia wyjaśniła nam najpierw że posiada takie stopy, że jak jej ciepło w skarpetach w kostki to jej gorąco w palce a jak nie ma skarpet to w palce jej w sam raz a w kostki zimno. Ot, takie ma bidula stopy. Aby rozwiązać ten problem Mamusia odcina od skarpetek tą część, która zakrywa palce i takie coś sobie zakłada. W kostki ciepło a paluchy na wierzchu się wietrzą. Wpadlibyście na takie coś? Ja nie. Mało tego! Nie potrzeba niszczyć skarpet aby taki wynalazek skonstruować. Wystarczy obciąć rękawy od jakiejś starej bluzki i gotowe! Można mieć wtedy stopki, skarpetki albo nawet pończochy ze ściągaczem. Zastanawiałam się nawet czy ze swetra z golfem można zrobić majtki z golfem i z nogawkami (bez palców oczywiście) ale tu moja wyobraźnia napotyka na granice i niestety nie ogarniam tego problemu. Akurat jak byliśmy u Mamusi to miała na stopach żółto-żarówiaste rękawy odcięte od czegoś. Nie wiem czym to kiedyś było ale domyślam się, że jakąś bluzką. Mąż jak to zobaczył to mało się nie przewrócił ze śmiechu. Widać jego wyobraźnia też tego tematu nie ogarnia. Siostra męża mało z krzesła nie spadła a jej córka wybałuszyła oczy i tak już biednej zostało.
Mieliśmy nadzieję, że pokaz sztuki krawieckiej skończy się na skarpetach. Nie skończył się. Mamusia wytargała z szafy zielonkawo-niebieski szlafrok z koronką i kazała mi się w niego ubierać. Zaczęłam się oczywiście bronić i powiedziałam, że ja szlafroków to chyba mam z 7 a maż dodał, że wyglądałabym w nim jak Alexis z Dynastii. Dotarło do niej i dała sobie spokój a my zrozumieliśmy, że czas zakończyć wizytę. Tym razem wszyscy śmiali się ze mnie i szlafroka ale jakoś zdołali dojść do samochodu i pojechaliśmy do mojej mamy. Tam jak zwykle z mężem zostaliśmy na noc. 
W sobotę rano mąż miał parę spraw do załatwienia i zmył  się z domu wcześnie rano a my z moją mamą postanowiłyśmy iść na cmentarz i posprzątać co trzeba. Jak tak sobie jechałyśmy na rowerach uzbrojone w grabie i inne potrzebne do sprzątania narzędzia farmerskie, nagle usłyszałam w buzi TRRRRRACH!! Nie wiedziałam czy to pękł cukierek, którego sobie właśnie memłałam czy ząb. Okazało się, że ząb. Na szczęście to był ząb z tyłu ale siły i chęci do pracy i tak mnie opuściły bo mam świra na punkcie swoich zębów i nie mogę przeżyć jak mi się tam coś dzieje. Wnerwiona na cały świat sprzątałam wokół grobów a później zaczęłam pielgrzymkę po gabinetach stomatologicznych. W naszej miejscowości są trzy ale ze względu na to, że była sobota to dwa były zamknięte a w trzecim otworzyła mi żona dentysty i powiedziała, że mnie nie przyjmie. Nawet nakłamałam, że mnie boli ale to i tak nic nie dało. W sumie to się jej nie dziwię bo gość jest starszy niż węgiel i pewnie się bała żeby jej przedwcześnie nie zszedł z przepracowania. Zła poszłam do domu biadolić mamie.
Po południu wrócił mąż i znowu (jakby było mało tragedii na jeden dzień) poszliśmy do Mamusi w odwiedziny. Mamusia akurat siedziała w krzakach i wyrywała jakieś suche patyki z ziemi. Na głowie miała zawiązany szalik i od razu mi przypomniała film „Karate Kid”. Nie miałam siły się nawet śmiać. Jak Mamusia usłyszała o moim zębie to wymyśliła, że powinnam go sobie zaklajstrować modeliną. Zbladłam i zaczęłam się zastanawiać czy aby nie ma ona w domu modeliny i nie zechce mi mimo mojej woli udzielać pomocy. Może to i jakiś pomysł jest z tą modeliną ale ja do własnych zębów nie mam zamiaru niczego pakować na własną rękę bo chce je zabrać w komplecie kiedyś do grobu. Taki mam kaprys i już! Od obiadu u Mamusi wykręciłam się tym razem brakami w uzębieniu. Mamusia ugotowała jakąś ładnie pachnącą zupę ale byłam zbyt wnerwiona żeby jeść. Od Mamusi powlekliśmy się z mężem do znajomych ale ich nie było, później do koleżanki ale nie miała dla nas czasu a jeszcze później do innej koleżanki, która jak się okazało też gdzieś się z domu ulotniła. Normalnie to była czarna sobota. Skończyło się na czytaniu książek i oglądaniu telewizji.
W niedzielę wróciliśmy do Krakowa i był ciąg dalszy pielgrzymowania po gabinetach stomatologicznych. Wreszcie udało się uzyskać jakąś pomoc. Znów musiałam kłamać, że boli ale dentysta trafił mi się jakiś łatwowierny i mnie przyjął. Zostawiłam u niego kupę kasy ale przynajmniej wiem, że dalej będę się cieszyć kompletnym uzębieniem. Byłam u niego też dziś bo od razu mi powiedział, że to się na jednej wizycie nie skończy. Tak więc siedzę sobie dziś napruta lidokainą i jest czad…  :D