środa, 14 września 2011

desant w lesie

Właśnie powróciłam z weekendowych wojaży u Mamusi.
Nasz weekend zaczął się w czwartek. Rano zatachaliśmy torby do pociągu. Mieliśmy dużo rzeczy nie brać ale oczywiście Mamusia zażyczyła sobie puste słoiki i plastikowe pojemniki po smalcu. Oczywiście słoików było sporo bo ogórki kiszone robi nieziemskie i furę zjedliśmy. Przy smalcu zaczął się problem. No bo co tu zrobić z 3 kg tego maziajstwa? Wydłubałam to wszystko łyżką z pojemnika i wywaliłam. Nie widziałam innego wyjścia jak się tego pozbyć. Moja wątroba do dziś jest mi wdzięczna.
Przed podróżą obdzwoniliśmy wszystkich znajomych z miejscowości Mamusi żeby się nastawili na jakiegoś grilla albo ognisko. Nie trzeba było ich prosić. Umówiliśmy się na sobotę wieczór.
5 godzin turkotaliśmy się pociągiem. Mąż zabrał sobie książkę do czytania i miał zajęcie a ja miałam słuchać muzyki ale oczywiście zapomniałam zabrać słuchawek. Po dwóch godzinach tak mi się już nudziło, że mało nie oszalałam. Jak zwykle w pociągu zaczęłam wysyłać zmyślone rymowanki do znajomych (podobno Artur Andrus też tak robi). Na pierwszy rzut do koleżanki poleciało:
Już dojeżdżam do Rzeszowa
Obok w polu stoi krowa
Krowa sprytna, zwinna, harda
Dała dyla z McDonalda

No nie upieram się, że są to jakieś ambitne wiersze. Jak wymyślałam następne „dzieło” do przedziału wpadł konduktor żeby sprawdzić bilety. Parsknęłam śmiechem bo koleś wyglądał jak Gargamel. Normalnie mu tylko kota brakowało. Na szczęście dosiadł się do nas ojciec z 6-letnią córką i miałam zajęcie do końca podróży. Jak już się poznałyśmy to przez ponad dwie godziny śpiewałyśmy piosenki, wymyślałyśmy bajki, rysowałyśmy, robiłyśmy statki z papieru i pletłyśmy sobie nawzajem warkocze. Reszta pasażerów trochę się podśmiewała ale co tam. Kolejny raz się potwierdziło to, że lubią mnie dzieci, psy i świry. Kiedy dojechaliśmy do stacji docelowej na peronie czekała na nas siostra męża bo miała nas podrzucić do Mamusi i sama miała tam zostać na weekend. Do mamusi jechaliśmy pół godziny. Najpierw zajechaliśmy do mojej mamy żeby zostawić część gratów (mamy mieszkają w tej samej miejscowości). Klepiąc zdrowaśki udaliśmy się dalej. Jak tylko dojechaliśmy pod bramę Mamusinej hacjendy zobaczyłam, że coś się rusza w krzakach tuż przy furtce. Pomyślałam sobie, że pies. Myliłam się! Nagle wyskoczyła z krzaków Mamusia. Mąż jak tylko ją zobaczył jęknął „o Matko Boska!”. Jego siostra zaczęła się śmiać na głos a ja doznałam szoku. Chodziło o strój Mamusi. Ubrana była w bieliznę. Taką zwyczajną co się pod ubranie zakłada z tą różnicą, że do misek stanika miała doszyte trójkąty oderwane ze stroju kąpielowego. Jak tylko wysiedliśmy z auta mąż zapytał czemu Mamusia w „gaciorach i stanicorze po podwórku lata”. Okazuje się, że Mamusia stroju kąpielowego nie posiada a cały dzień opalała się grzebiąc w kwiatkach. I to przed domem. Na widoku. Pochwaliłam oczywiście ten majstersztyk krawiecki bo nie wiedziałam jak to skomentować. Szybko udaliśmy się do domu a Mamusia na szczęście za nami. Oddaliśmy słoiki, pochwaliliśmy ogórki (mówiliśmy prawdę) i smalec (tu kłamaliśmy). Zaoferowano nam na kolację oczywiście kanapki ze smalcem ale udając, że nie mamy czasu poszliśmy niezwłocznie do znajomych dwa domy dalej. Jakoś czas nam zleciał. Od znajomych poszliśmy spać do mojej mamy (jak zwykle) zostawiając siostrę męża samą na placu boju. W piątek rano po zjedzeniu śniadania postanowiliśmy pomóc trochę mojej mamie. Zadania były takie jak zawsze. Ja sprzątałam dom a mąż latał jak szalony z kosiarką do trawy. Po obiedzie zadzwoniła do nas siostra męża błagając nas żebyśmy wreszcie przyszli bo Mamusia nas oczekuje. Poszliśmy trochę się ociągając. Jak weszliśmy do niej na podwórko wyszła do nas i oznajmiła, że wszyscy idziemy na grzyby. Nie trzeba było mnie dwa razy prosić. Poszliśmy do lasu mimo tego, że nie byliśmy za bardzo na to przygotowani. Oczywiście pogryzły mnie komary bo miałam krótkie spodenki i bluzkę bez rękawów. Zbierając grzyby słuchaliśmy opowieści Mamusi jak to za czasów jej młodości było fajnie. W pewnej chwili zauważyłam, że gdzieś zniknęła siostra męża. Wysłałam jej smsa z pytaniem czy się zgubiła czy zwiała. Okazało się, że zwiała. Pokazałam smsa mężowi i za kilka minut usłyszałam od niego hasło „wiejemy!”. Zwialiśmy! Wreszcie sami spacerowaliśmy po lesie i nie musieliśmy wysłuchiwać Mamusinego trajkotania za uszami. Jakieś 2 godziny później wróciliśmy do domu. Mamusia i siostra męża już tam były. Mamusia przywitała mnie wywodem na tematy:
- naszego niemyślenia o życiu (bo zgubiliśmy się w lesie)
- naszej nieodpowiedzialności (bo przecież zgubiliśmy się w lesie)
 Normalnie się wściekłam! Dobrze, że mąż tego nie słyszał bo pewnie by jej powiedział co myśli. Wysłuchałam tego wywodu do końca i poszłam sprawdzić w ogrodzie jak pomidory i ogórki rosną. Jak tak sobie siedziałam miedzy grządkami i paliłam papierosa zapałałam rządzą zemsty. Siedzieliśmy tam do wieczora. Koło godziny 19 postanowiliśmy odezwać się do znajomych w sprawie grilla. Oczywiście byli chętni. Grilla mieliśmy robić u Mamusi bo ma na to fajnie przygotowane miejsce i wszyscy nasi znajomi mają do niej blisko. Mąż zadzwonił do niej z pytaniem czy nam pozwoli i czy ma ochotę z nami posiedzieć. Powiedziała, że nie ma jej w domu bo właśnie jedzie do Kielc i wróci w czwartek. Zgłupieliśmy! Grilla oczywiście zrobiliśmy ale zatarliśmy wszystkie dowody zbrodni żeby nie było, że bez pytania…
W niedzielę rano poszliśmy sami na grzyby i dwie godziny w lesie walczyliśmy z komarami, które były tego dnia jakieś takie nienażarte. Ale za to grzybów było trochę więcej niż w piątek. Mąż stwierdził, że pewnie było ich tyle samo ale za dużo czasu zajęło nam celowe gubienie się w lesie polegające na chowaniu się za drzewami przed Mamusią. Jak o tym teraz pomyślę to albo wyglądaliśmy jak komandosi podczas desantu albo jak jakieś dwa głupki. Następnych kilka godzin spędziliśmy na lenistwie a o 16 siostra męża odwiozła nas na pociąg. Wtarabaniliśmy się do środka i tym razem bez darów od Mamusi wróciliśmy szczęśliwi do domu.
Dziś tak się zastanawiam czemu Mamusia tak nagle wyjechała? Mieliśmy do niej zadzwonić ale sobie darowaliśmy :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz