piątek, 19 sierpnia 2011

Mamusiowy "nordic-walking"

 niedawno zaczęłam opowieści o mojej Teściowej (która od poniedziałku mimo mojej woli dekoruje mi moje mieszkanie). jakoś to przetrwałam a dziś znów się zaczęło....
 wybiła godzina 9 rano, do naszego pokoju wpadła Teściowa z tekstem "kto to widział spać do 11?". nic się nie odezwałam bo sobie pomyślałam, że się zwyczajnie kobicie zagarek popsuł. no ale w sumie się wyspałam to się powoli wygrzebałam z łóżka i poszłam do łazienki. jakieś 2 minuty później zapukała do mnie i mi oświadczyła(dzięki Bogu zamknęłam drzwi), że wszystkie staniki mam za małe. zaczęłam się zastanawiać gdzie ona widziała moje staniki ale sobie przypomniałam, że śpi w naszej sypialni i tam stoi komoda z bielizną. oczywiście nie powstrzymała się żeby do niej nie zajrzeć. przez czas kiedy myłam zęby dowiedziałam się że jestem otyła (ważę jakieś 58 kg) i powinnam nosić obwód stanika 90 (pod biustem mam 72 cm) tak jak ona. ona taki nosi a jak ma za duży to zszywa z przodu. zawsze myślałam, że jak stanik za duży to się kupuje mniejszy. po chwili kompletnie się z tej rozmowy wyłączyłam i zaczęłam sobie myśleć, że w sumie mogło by to być ekonomiczne. osoba o takim obwodzie jak ja mogłaby się tak pozapinać żeby przy okazji zrobić sobie stringi. nic się nie odezwałam na temat mojej otyłości bo jedna koleżanka mi powiedziała że mam robić wdech, wydech, wdech, wydech... no i tak robiłam. jak już mi pociemniało w oczach od tego oddychania (normalnie tyle nie oddycham :D) to usłyszałam, że mam się ubierać i idziemy do sklepu. ubrałam się i poszłyśmy. chciałam wysłać męża ale wczoraj się umówiliśmy, że pół dnia ja spędzam z Teściową a pół on. poszłyśmy razem na te zakupy i jak tylko wyszłyśmy z osiedla moja Teściowa zaczęła machać rękami ponad głowę i podnosić kolana prawie pod samą brodę. pomyślałam sobie, że biedna wylewu dostała i ma jakieś konwulsje. zapytałam "co mama robi?" a ona do mnie: nordic walking! szczerze mnie zatkało. tłumaczę jej (bo może nie wie), że do nordic walkingu trzeba mieć kijki. a ona mi mówi, że po co jej kijki? drogie i ciężkie, można bez kijków. szła tak do samego sklepu a ja myślałam, że się ze wstydu zapadnę w zarośla. normalnie jak jakiś góral co ma kierpce na rzepy. jakoś tę wycieczkę przeżyłam. dobrze, że jeszcze nikt mnie tu na osiedlu nie zna. póżniej po obiedzie postanowiłam dać jej jakieś zajęcie. miałam dwie pary spodni do skrócenia to jej dałam zadanie bojowe. chyba się nawet ucieszyła. oczywiście się dowiedziałam, że teraz się nosi spodnie długości do kostek i to jeszcze dłuższe z tyłu. zaczęłam się zastanawiać czy jakiś dom mody nie stworzył kolekcji "szuwary" do łażenia po krzakach. no ale trochę się interesuję modą to chyba bym coś o tym wiedziała. po prawie godzinnej pertraktacji uprosiłam ją żeby spodnie jednak były do ziemi bo ja niemodna jestem i nic nie chcę zmieniać. potwierdziła! jak już chciałam ją załatwić z półobrotu do akcji wkroczył mąż i zabrał ją na wycieczkę na miasto. postanowiłam wykorzystać tą chwilę i sobie zapalić (nie palę od poniedziałku bo Mamusia wszędzie ze mną idzie). znalazłam jeszcze piwo w szafce. wyszłam na balkon z fajką i piwem. lunął deszcz! powiem Wam, że nigdy mi tak dobrze nie smakowało ciepłe piwo i mokry papieros. nie wiem jak dożyję do jutra (jutro wraca do domu)...
znów wielkie dzięki tym, którzy przeczytali to do końca
coś czuję, że ciąg dalszy nastąpi...
wdech, wydech, wdech, wydech.....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz